Prawdziwie słuszne jest powiedzenie: „Nie byłoby szczęścia, ale pomogło nieszczęście”. Dwie przepukliny kręgowe związały mnie do tego stopnia, że prawie przestałem się ruszać. Środki przeciwbólowe tak naprawdę nie pomogły. Trzy razy byłem gotów wejść pod nóż chirurga. Tak, dzięki Bogu, dobrzy ludzie i oczywiście Bóg zabrał mnie z operacji. Szczerze mówiąc, przeraziła mnie wiadomość, że w okresie rehabilitacji nie mogłam się obejść bez pomocy z zewnątrz. Pielęgniarka, wózek inwalidzki, a ja z kłótliwym charakterem przede wszystkim ze sobą, z osobą niepełnosprawną. W końcu kaleka i ja jesteśmy nie do pogodzenia! Tak więc w tym strasznym okresie mojego życia uratowała mnie praca nad książką i spotkania z ludźmi, którzy przyszli do mnie w ośrodku rehabilitacyjnym. Należy zauważyć, że ludzie są bardzo ciekawi, historyczni. Każdy z nich oferował mi wiele różnych możliwości leczenia i ratownictwa. Ale złapałem jedną: po skończeniu książki i przekazaniu jej drukarzowi poleciałem do Hiszpanii. Niektórzy ze współbohaterów mojej książki, którzy często odwiedzają Hiszpanię w Torrevieja, wyglądali boleśnie zdrowo i pięknie. To tutaj napisałem swoje hiszpańskie opowiadania i nie jeden. Było wiele historii. I zabawne i smutne, i takie, które można po prostu jednym słowem nazwać – zdobywanie doświadczenia, delikatnie mówiąc, ale w rzeczywistości niezbyt nieszkodliwe, ale wciąż były ciekawsze historie z dobrym zakończeniem. Jedną z nich jestem teraz gotowa podzielić się z wami. Przybywając do Hiszpanii o kulach, a mianowicie w mieście Torrevieja, od pierwszego dnia zacząłem odwiedzać jezioro Salinas, a ktokolwiek pisze, że jest to „rzekomo” jezioro lecznicze, słowo „rzekomo” jest błędną definicją. To właściwie uzdrawiające jezioro. Ma właściwości znacznie większe niż Morze Martwe w Izraelu, a co ważniejsze jest bardzo przyjemny dla oka swoim niezwykłym różowym kolorem. [to miejsce] Cały czas używałem też błota z dna tego jeziora. Och, te błota, trzeba o nich opowiadać indywidualnie, a także o wodach termalnych, które znajdują się kilka kilometrów od Torrevieja, w gminie San Pedro del Pinatar. Po dwóch tygodniach kuracji w naturalnych warunkach leczniczych w końcu odważyłam się popływać w bajecznym Morzu Śródziemnym. Czasami zapomniałem i odpłynąłem. I nagle usłyszałem krzyk i oczywiście popłynąłem do tego krzyku. Była tylko jedna myśl: muszę pomóc tej osobie. Byłam pewna, że tak głośno można krzyczeć tylko wtedy, gdy ktoś potrzebuje pilnej pomocy, ale kiedy zobaczyłam twarz „rzekomego tonącego”, uwierz mi, nie widziałam szczęśliwszej twarzy od wielu lat. Byłem zdezorientowany, a kiedy usłyszałem jego radosne okrzyki, nawet nie rozumiejąc hiszpańskiego, było oczywiste, że krzyczy z radości: „O Madre Mia!” Dziękował Bogu za to, że był w morzu, dziękował słońcu za to, że go widział, za to, że na niego świeciło, od czasu do czasu podskakiwał do słońca i kąpał się w jego promieniach, całował morze i krzyczał, krzyczał: „Muchas gracias!” Podziękowałam wszystkim i za wszystko, za ten dzień, możliwość kąpieli w tym morzu. I często powtarzał: „Vivat Torrevieja”. Patrząc w przyszłość powiem, że na brzegu rozmawiali tylko o nim. Nazywanie go ekscentrykiem, który uciekł z dusznego Madrytu. Z taką formą wyrazu zachwytu i nawet w takich warunkach spotkałem się po raz pierwszy. Ale najbardziej niesamowita rzecz przydarzyła mi się później. Z jego szczerego zachwytu, z emocji, które wyrażał w dziecinny sposób, z jego szczęścia, nagle poczułem jakieś kliknięcie w plecy, jak teraz modne jest mówić, że nastąpiło jakieś ponowne uruchomienie ciała. Najwyraźniej jego szczęście napełniło mnie jego zdrowiem i nagle zdałem sobie sprawę, że długo pływałem, pracując stopami. Należy zauważyć, że przed tym incydentem pływałem tylko na rękach, ciągnąc za sobą nogi w wodzie. Płakałam ze szczęścia iz tego, że nogi mnie posłuchały, iz tego, że nie czułam już bólu w plecach. A tak bardzo chciałem pocałować tego Hiszpana, ale jestem Rosjaninem i najczęściej jesteśmy bardzo powściągliwi w okazaniu publicznie pozytywnych emocji. Szkoda… Człowiek nie powinien powstrzymywać swoich pozytywnych emocji, przynajmniej nie zawsze, jak widać z tej historii. Czasem takie emocje potrafią przynosić i dawać innym nie tylko radość, ale i zdrowie – przypomniałam sobie inny przypadek. W historii ZSRR był i jest mag tańca o światowej sławie Makhmud Alisultanovich Esambaev. Na koncercie w mieście Kurgan wykonał taniec „Złotego Boga”, który trwa około 6 minut, podczas gdy w sali panuje absolutna cisza podczas tańca i nagle, w trzeciej minucie występu, głośny, zabrzmiało coś jak brawo. Po koncercie, za kulisami, dowiedzieliśmy się, że głupi chłopak krzyczy, a jego rodzice płakali i pytali: „Kolenko, kochanie, kochanie, jak to powiedziałeś? Powtarzać!" I powtórzył: „Brawo, brawo!” Taka jest siła sztuki! To jest właśnie siła emocjonalnego wpływu. A incydent, który mi się przydarzył, ujawnił mi również wiele cech charakteru narodu hiszpańskiego. Teraz często przyjeżdżając do Hiszpanii, spotykam się z tym nie raz, z ich otwartością i dobrą wolą, gotowymi do natychmiastowej pomocy w każdej sytuacji i w każdej sekundzie, pogodnym, a nawet dziecinnie naiwnym, to, jak sądzę, z czystości ich dusz. Jednym słowem, kto jeszcze nie był w Hiszpanii, przyjedź. Przede wszystkim spotkasz się tu z uśmiechem, a każda nieznajoma osoba z pewnością powie: „Hola! Buenos Dias! "- czyli życzę miłego dnia. A tutaj, w Torrevieja, każdy dzień, który spędzisz, będzie świąteczny. Vivat Torrevieja!

Podobał ci się artykuł? Podziel się z przyjaciółmi!